Dzisiaj odkrywam naturalki! + co mialam na paznokciach


Dzisiaj nadszedł ten dzień, ściągam żel i rozpoczynam walkę o piękne i mocne, naturalne paznokcie :) Jak już będę po - wrzucę zdjęcie aktualnego stanu paznokci.

Rozpoczęłam już risercz wśród odżywek do paznokci, niedługo wrzucę stan aktualny - co mam i czego dokładnie będę używać.
Na razie dziko zapragnęłam tej oliwki o zapachu gumy balonowej, ale staram się jeszcze powstrzymywać.

Z okazji kończenia mojej przygody z paznokciami żelowymi, postanowiłam zaprezentować co też na nich miałam przez ostatnich kilka miesięcy :) Poniższe zdobienia nie są mojego autorstwa.


Paznokcie numer 1 - ze względu na to, że moje naturalne były bardzo krótkie i zniszczone, zostały przedłużone żelem na formie. Chociaż byłam przyzwyczajona do długich paznokci, to pierwsze 3 dni z nimi były ciężkie - po pierwsze miałam wrażenie, że czuję je na paznokciach, po drugie cały czas miałam wizję jak nimi o coś zaczepiam i zdzieram sobie całego paznokcia. W końcu się oswoiłam i już było fajnie.


Numer 2! Były fantastyczne :D









Oczodajne koralowe. Moje ulubione, zdecydowanie.






Tu miało być coś innego. Ale ja za późno powiedziałam co dokładnie chciałam, więc wyszło nam to. Były prześliczne, niestety była to próba samej hybrydy bez żelu. No i okazało się, że hybryda się na moich paznokciach nie trzyma. Nie i już :(








A z tymi paznokciami zostałam magistrem :3









Te nie były moim pomysłem, ale bardzo mi się spodobały, strasznie dużo komplementów za nie zbierałam (tęczowy sugar effect powala!).


W przypadku tych niestety zdjęcia nie oddają ich urody, na żywo pomiędzy fioletem a pomarańczem była piękna malina. Pojechałam z nimi na wakacje, przeżyły upał i morze, niestety gorzej przeżyły skutery wodne bo zaczepiłam jakoś o kierownicę i z jednego część odprysnęła. Następnego dnia spiłowałam wszystkie. Piłowałam długo. Bardzo. nigdy więcej samodzielnego piłowania żeli :D



To jest chyba najpiękniejszy lakier jaki miałam w życiu. Piękny granat z czerwonymi, niebieskimi i srebrnymi drobinkami. W świetle sztucznym cudnie migotał, ale to co robił w słońcu, naprawdę zapierało dech w piersiach :D





Ostatnie i aktualne paznokcie są na początku notki :) 5 odcieni fioletu i wzorki rapitografem.

Powracam! Ratujemy paznokcie!

Dzisiaj nie będzie za dużo obrazków, będzie za to trochę pisania.
Dawno mnie tu nie było, bo działo się u mnie dużo i szybko. A poza tym - zupełnie nie miałam czasu na wymyślanie czegoś na paznokciach poza jednolitym kolorem.

W dodatku moje zawsze piękne i mocne paznokcie zaczęły umierać - pracowałam w klubie fitness, więc często stykałam się z różnymi płynami do dezynfekcji sprzętu. Po 2-3 miesiącach moje paznokcie były w strasznym stanie, łamały się i rozdwajały, nawet kiedy były całkowicie spiłowane.
W końcu skapitulowałam i zdecydowałam się na żel, chociaż przez całe dotychczasowe życie zarzekałam się, że nigdy, nie ma opcji i w ogóle NIE. Po 9 miesiącach zażelowania, znudziło mi się. Zatęskniłam za naturalnymi, spoglądałam tęsknie na moją szufladę z lakierami. W dodatku zmieniłam pracę ;)
W zeszłym tygodniu zauważyłam, że jeden z żeli podszedł mi powietrzem, więc po kilku dniach z paznokciem trzymającym się na słowo honoru, zdecydowałam się go zdemontować. Wczoraj go obcięłam i okazało się, że trzymał się naprawdę na samym końcu paznokcia, więc na szczęście obyło się bez piłowania i zrywania.
Napisałam też do mojej Kasi od paznokci, że ściągamy resztę i czekam kiedy będzie miała dla mnie wolny termin :)
Pamiętajcie, żeby nie robić tego samodzielnie, bo może skończyć się to tak jak tutaj.

Plan wygląda tak:

1. Przez pierwszych kilka tygodni chcę skupić się nie na zapuszczeniu, ale na jak najszybszym pozbyciu się płytki, która była matowiona i żelowana - w tym pomoże mi żel z Oriflame (czy ktoś wie czy ta zielona wersja działa tak świetnie jak ta stara pomarańczowa?)

2. Ponieważ już po jednym paznokciu widzę, że rzeczywiście na początku wszystko będzie cienkie, na początek będę musiała utwardzić porządnie płytkę odżywką - tu pozostanę wierna moim Sally Hansen, zresztą ich mam największy zapas - kiedyś trzeba to zużyć. Mam trzy sztuki: Complete Care Extra Moisturizing 4-in-1 Treatment , Hard As Nails (mój faworyt od ponad 10 lat) i Nailgrowth miracle.

3. Olejki - standardowo ciepła oliwa z cytryną i namaczanie. A do tego capivit a+e, wcierany w płytkę paznokcia.


Przyznam, że czuję się całkiem podekscytowana, bo pierwszy raz mam wyzwanie paznokciowe - zazwyczaj moim paznokciom niewiele było trzeba, zawsze jako podkładu używałam odżywki i wystarczyło. Teraz po raz pierwszy od wielu lat będę mogła sprawdzić czy rzeczywiście ogarniam temat w takim stopniu jak mi się wydawało ;)

Btw. szukałam w googlach jakiegoś zdjęcia ładnych naturalnych paznokci i nie ma! Wszędzie żele lub zaniedbane naturalki ze zniszczoną linią uśmiechu, przebarwieniami. No nie ma i już. 


Sephora Nail Patch Art A12 Gold Circles



Wygrzebałam zdjęcia z wakacji. Moje jak do tej pory jedyne naklejki z Sephory, ale z pewnością kupię je znowu, bo pokochałam je niesamowicie.

Neonki


Ostatnio dwa moje ulubione lakiery. Kobaltowy przełamał moją niechęć do niebieskich lakierów (zazwyczaj nie znosiłam niebieskich lakierów na paznokciach i paradoksalnie najwięcej takich mam, nie wiem jak ja to zrobiłam). Różowy mam już mniej więcej od roku, znalazłam go przypadkiem (grzebiąc w koszyku z przecenami) po długich poszukiwaniach neonowego różu.

Pastelowe groszki



 Pastelowe groszki. Na czarno-biały brokat czaiłam się od dawna, więc kupiłam od razu jak jakiś zobaczyłam stacjonarnie :)

Technologia Blogger.